Pages

  • Strona główna
W co się gapić
  • Strona Główna
  • Dokument
  • Fabuła
  • Motywacja
  • Śmieszne
  • Książka
  • Serial
Dawno mnie tu nie było z filmem, a już na pewno nie z filmem który można obejrzeć w kinie. Skupiłam się gdzieśtam na Netflixie, ale powoli odkładam go na bok (nie, że nie oglądam z pasją, ale szukam alternatyw w kinie, zwłaszcza, że teraz mamy fajny sezon filmowy, nagrody etc.)


Film - uwaga - nie po angielsku. So brace yourselves. I to w moim ulubionym języku - ESPAGNOL!
Jeśli zastanawiacie się czemu to mnie tak jara, zapraszam do zapoznania się z tekstem o serialu 'Narcos'.

Honorowy Obywatel (2016) to film w reżyserii Gastona Duprata i Mariano Cohn. Obydwaj panowie są z Argentyny i to tam, z krótkim wstępem w Hiszpanii, toczy się akcja filmu.

O co w nim chodzi?

Daniel Mantovani otrzymuje literacją nagrodę Nobla. Na ceremonii jednak, daje nieco niezręczne dla szwedzkiej akademii przemówienie.

Po wygranej zaproszenia i telefony urywają się - Daniel ma wykładać na Yale (nie  chce), otwierać sierociniec w Madrycie (też nie). W końcu przychodzi do niego lekko dziwne zaproszenie. Wysłane na ostatnią chwilę - zaproszenie do odebrania nagrody honorowego obywatela miasteczka Sales (argentyńska prowincja, tamtejsze Pionki pod Radomiem) w Argentynie - miasteczka w którym pisarz się wychował i w którym nie był od czasów wczesnej młodości. Prowincji od której bardzo chciał, ale w efekcie nie mógł się urwać.


Pisarz przyjmuje to nietypowe zaproszenie i tu zaczyna się cała magia filmu. Człowiek bogaty, z sukcesami, inteligentny, oświecany nietypowymi przemyśleniami styka się z prowincją tak głęboką, że aż ciężko zareagować w odpowiedni sposób.

Zabawne, lekko dramatyczne, zaskakujące.

Polecam!


0
Share
Poszukiwania nowego serialu nie są łatwe, szczególnie w czasach w których serie często wypuszczane są 'na raz'. Serial idealny powinien być na tyle wciągający, żebyśmy mogli obejrzeć wszystkie odcinki 'na raz', na kacu w sobotę.


Nikt nie chce marnować czasu na dwa odcinki serialu, który nigdy nas nie wciągnie, a zostawi z poczuciem niesmaku i lekkiego zażenowania własną postawą nad toczącym się za oknem życiem.

Dzisiaj trochę o kolejnej produkcji Netflixa 'The Crown'. Jestem niezwykle ciekawa Waszej opinii na temat tego serialu, ja mam mieszane uczucia i ciężko mi się określić.

Najpierw background.

Szokujące wieści, The Crown to najdroższy serial w historii ever - produkcja pierwszego sezonu kosztowała 130 milionów dolarów. Pytanie na co to poszło i dlaczego produkcja Gry o Tron jest tańsza? Serial nie ma efektów specjalnych, akcja nie dzieje się w milionie różnych lokalizacji, nie trzeba było szyć kostiumów z łuski smoka.

Nie mogłam dość długo spać przez tą kwotę, więc zrobiłam samodzielne investigation w kierunku analizy kosztowe serialu. Mój research wykazał następujące źródła wydatków:

1. Replika Buckingham Palace
Mówi się, że na potrzebu serialu zbudowano replikę Buckingham Palace w skali 1:1.
2. Stroje
Umówmy się, że stroje angielskiej royalty nie należą do skromnych - widzimy jakies dziwne norki, jedwabie, pozłacane suknie
3. 7000 statystów
Ponoć aż tylu trzeba było zatrudnić
4. The Crown
Klejnoty rodziny królewskiej, pięknie i błyszcząco odwzorowane

W sumie ok 10 milionów na odcinek. DOLARÓW. Czyli możecie sobie jeszcze pomnożyć.

O czym jest serial?
Poznajemy Elisabeth w momencie w którym umiera jej ojciec - król UK zostawiając po sobie puste miejsce na tronie. Miejsce to zająć ma młodziutka Elisabeth - dziś królowa Elżbieta druga. Nieprzygotowana i niegotowa do tego, aby zająć tron i wieść życie włascy potężnego jeszcze wtedy imperium.

Pierwszy sezon śledzi losy Elisabeth ujawniając nam bardzo ciekawe (ciekawsze na pewno niż sama królowa) postaci drugoplanowe - jak męża królowej - księcia Filipa oraz siostry Margaret uwikłanej w kontrowersyjny na tamte (dzisiejsze również) czasy romans.

Te dwie postaci szczególnie zawładnęły moim sercem pokazując jak okrutna może być monarhia dla tych najbardziej podstawowych relacji międzyludzkich - więzów rodzinnych

Niezwykle ciekawe jest również podejście brytyjczyków do monarhii jako instytucji, tak niezrozumiałe dla nas, osób które wychowały się w innym systemie.

Trailer dla Was:


Polecam obejrzeć, bo i tematyka i scenografia są imponujące, nie jest to jednak mój ulubiony serial w tym sezonie.

Mój ulubiony serial to Black Mirror, o którym pisałam w poprzednim poście.
0
Share
Jesteście fanami biografii? Ja też nie byłam dopóki nie przeczytałam "Elon Musk - Biografia twórcy PayPala, Tesla, SpaceX".


Być może nie śledzicie nowinek ze świata technologicznego, ja też nie za bardzo, jednak na pewno obiło Wam się o uszy, że istnieje taki człowiek, który:
- Jest przerażony kierunkiem w jakim zmierza ludzkość i uważa, że aby uchronić nasz gatunek od wyginięcia, przed śmiercią musi wymyślić metodę wysłania pierwszych ludzkich kolonii na Marsa
- W tak zwanym międzyczasie, aby wydłużyć trochę nasz czas na Ziemi, chce wyeliminować samochody spalinowe i upewnić się, że już niedługo wszyscy będziemy jeździć samochodami elektrycznymi
- Aby jeszcze bardziej nam pomóc i upewnić się, że energia potrzebna do ładowania naszych nowych samochodów nie przyczyni się do zagłady planety chce stworzyć farmę paneli słonecznych które będą zaopatrzać w energię wszystkie samochody elektryczne którymi już niedługo będziemy jeździć

Zgadza się - to Elon Musk

Aby zrealizować swoje ambitne cele, Elon nabył, założył i rozwinął trzy firmy:
- Tesla - firma zajmująca się produkcją samochodów elektrycznych (oraz takich które same się prowadzą)
- SolarCity - firmę rozwijającą pozyskiwanie energii ze słońca
- SpaceX - firmę produkującą rakiety (które potrafią poleciec w kosmos i wrócić na ziemie, aby później znowu polecieć w kosmos)

Człowiek nadal angażuje się w pracę wszystkich trzech firm. Jak on to robi?

Dowiecie się tego z jego Biografii napisanej przez Vance Ashlee. Serio świetny tekst który pokazuje nam świat, w mojej opinii, największego żyjącego wizjonera. Jak jest naprawdę możemy jedynie przypuszczać, jednak czytając mamy wrażenie, że jedyne czego chce ten człowiek to uchronić nas przed nieuniknioną zagładą. Nie tyle uchronić, bo zagłada przyjdzie czy tego chcemy czy nie, ale uratować choć część ludzi - sprawić że nasz gatunek przetrwa, w okrojonym składzie, w marsjańskiej kolonii.

Czytając poznajemy niezwykłego człowieka - z problemami ale i z wizją, której nie zrozumie większość z nas.
Elon zdaje sobie też sprawę, że większośc ludzi go nie rozumie - to nic. On jest tą osobą, która nas uratuje. Jedyne co musimy zrobić to mu uwierzyć i się dostosować do jego zaleceń.

Werner Herzog, mój ulubiony dokumentalista, w jednym ze swoich ostatnich filmów 'Lo i stało się', gdzie traktował głównie o nowych technologiach, uchwycił Elona w pełnej jego krasie. Cierpliwie i spokojnie tłumaczącego konieczność skolonizowania Marsa, ale trochę zrezygnowanego - i tak, prosty śmiertelniku nic nie zrozumiesz. Elon nie ma już dobrych snów. Śnią mu się tylko koszmary. Ale to nic, taka jest cena, za zbawienie świata.

Może nam się wydawać, że Elon po prostu sobie gada, że snuje ambitne plany, których nie da się zrealizować - nie. Elon wie jak skolonizować Marsa. Organizuje nawet na ten temat konferencje w stylu prezentacji nowych produktów Apple. 

Dla Waszej wygody załączam film, który Wam dokładnie wytłumaczy jak na tego Marsa już niedługo się dostaniemy


Wracając do książki - czyta się jednym tchem, historia Elona (historia do której ciągle Elon dopisuje jeszcze ciekawsze rozdziały) czyta się jak najciekawszą fikcję - a to najprawdziwsza rzeczywistość. 

Nie tylko dla fanów technologii

POLECAM


0
Share
Pamiętacie jak mówiłam Wam o miesięcznym, bezpłatnym okresie testowym Netflix i jak to nie wiedziałam czy zostawimy subskrypcję, bo może nie, może za drogo, może się nie opłaca?

Cóż ja będę Was oszukiwać. Subskrypcja została a ja totalnie wpadłam.

Stąd wiele moich ostatnim rekomendacji, w tym dzisiejsza, jest do obejrzenia na Netflxie, ale nie tylko - na pewno znajdziecie serial też w internecie.

O czym dzisiaj mowa? O przyszłości: co nas czeka, jak będzie wyglądał świat, czego możemy się spodziewać za trzy, pięć, dziesięć i sto lat?



Z odpowiedzią przychodzi nam serial Black Mirror - brytyjski twór genialnego moim zdaniem reżysera - Charlie Brookera. Dlaczego uważam, że jest genialny?

Serial ma już trzy sezony - ostatni właśnie wyprodukowany przez Netflix - jednak nie ma żadnego znaczenia od którego zaczniecie sezonu, ani nawet od którego odcinka. Każdy z nich jest oddzielnym filmem o innej tematyce i z inną obsadą aktorską. Co to za serial zapytacie? (a na pewno zapytacie)

Odcinki łączy wspólny element tematyczny - technologia i próba odpowiedzi na pytanie jak technologia zmieni świat.

Historie przedstawione w odcinkach wyglądają w przyszłość niedaleką (może się wydawać kila lat lub nawet miesięcy), ale też dalej, pokazując nam zupełnie inne społeczeństwa, o innej strukturze i zwyczajach. Wszystkie odcinki jednak są nieco tragiczne, smutne i przerażające w swoim przekazie. Nie tyle mówią o tym, że technologia zmieni świat na gorsze, ale próbują pokazać negatywne skutki jakie może za sobą nieść postęp.



Trudno uwierzyć, że za całość odpowiedzialny jest jeden człowiek. Każdy odcinek to oddzielny świat - świat który nie istnieje, świat, który ten człowiek musiał wymyślić.

Jeśli zastanawiacie się na jakie pytania może Wam odpowiedzieć serial, oto kilka przykładów
- Czy światem mogą rządzić 'lajki'?
- Co się stanie jak wyginą pszczoły?
- Jak dalece rozwinie się rynek gier Virtual Reality?
- Jak będzie wyglądał świat, który będziemy mogli nagrać naszymi oczyma?
- Co się stanie, jak przywrócimy do życia zmarłą osobę?

OMG i wiele wiele innych. Co tu dużo gadać. Trzeba to obejrzeć - serial inny niż wszystkie - polecam zacząć od sezonu number 3

POLECAM!
0
Share
Ajajaja, Me Amores

Cóż ja mam dla was dzisiaj za serial! Ostrzegam - uzależnia.
Być może część z Was zna historię legendarnego narcotraficante jak własną kieszeń, jednak ja, przyznam szczerze, zanim obejrzałam serial znałam tylko strzępy jego biografii.

Przedstawiam :Narcos - w całości dostępny na Netflix



Pablito Escobar, El Patron w odsłonie netflixowej producji to niezwykle ciekawa postać, wielobarwna, taka którą kochasz nienawidzić. Serial pokazuje historię Pablo od momentu w którym już zbudował największe imperium narkotykowe na świecie i szuka wpływu na kolumbijską politykę, przez wojnę z rządem i próby schwytania pablo przez międzynarodowe siły aż do jego śmierci (2gi sezon).

Dla fanów hiszpańskiego - fantastyczny, elektryzujący Kolumbijski akcent. Ja, po skończeniu sezonu nr 1 pobiegłam do empiku kupić samouczek hiszpańskiego. Zainstalowałam też aplikację Memrize - do dziś co prawda, nie zaczęłam nauki. Ale ziarno zasiane.

Co jest niezwykłego w 'Narcos'?
1. Prawdziwa historia.
Oczywiście, to netflixowe dramatisation, ale nie da się zaprzeczyć - Pablo żył, policja i wojsko go szukało i złapało. Historia jest prawdziwa i to w niej jest najbardiej zadziwiające. Jak coś takiego mogło się dziać w rzeczywistości? To jest najlepsze w tej historii. Jest tak serialowa, że ciężko uwierzyć, że to nie serialowa fikcja.

2. Kolumbia.
Dla fanów podróży będzie to niezwykła wyprawa do Kolumbii lat 70, 80 i 90. Przepiękne krajobrazy i wgląd w życie Kolumbijczyków w niezwykle trudnych dla nich czasach. Przyjęte ze świadomością dramatyzacji serialowej tworzy bardzo ciekawą podróż po Ameryce Południowej.

3. Non- english
Nareszcie jakies serial, gdzie językiem urzędowym nie jest angielski. Historia jest, co prawda, opowiedziana z perspektywy amerykańskiego agenta DEA, jednak większośc akcji i tak rozgrywa się po hiszpańsku z ZABÓJCZYM Colombiano accent.

Praktycznych rozmówek hiszpańskich można się również uczyć od twórców serialu w specjalnie przygotowanych do tego tutorialach. Sample below:


Czy polecam? Cóż tu dużo gadać, mogę powiedzieć tylko jedno - uzależnia, jak kokaina.

0
Share
Kochani,

Sezon festiwalowy w najlepsze, powiem wam szczerze, byłam zarówno na Nowych Horyzontach jak i na Dwóch Brzegach, ale czy się naoglądałam filmów? Nie.

Na jednym i na drugim byłam towarzysko, weekendowo - trochę przez przypadek. Obejrzałam po trzy filmy na każdym i hmm... bez szału zupełnie. We Wrocławiu usnęłam na wszystkich trzech (dzień wcześniej popiłam, przyznaję się), w Kazimierzu nie usnęłam, ale z jednego wyszłam.

Film który Wam dzisiaj polecę, jest z 2000 roku więc ani to żadna nowość ani festiwalowy debiut, ale z sześciu filmów, które widziałam mogę polecić tylko ten jeden.

Reżyseria rodzima, bo pan Żuławski.


Ostrzegam na starcie, zarezerwujcie 1,45 h, film niekrótki. Dużo też się w nim dzieje RÓŻNYCH rzeczy, więc pod koniec możecie usiąść i westchnąć - WTF, jest taka szansa więc zaznaczam. Generalnie miałam wrażenie, że scenarzysta pisał film przez dłuższy okres czasu i momentami zapominał już co wpisał tam w te linijki rok temu, zapomiał pokończyć wątki, ale tak już jakoś wyszło, że nagrali i zostało.

W skrócie Clelia (Sophie Marceau), piękna kobieta, przeprowadza się z Londynu do Paryża, aby zacząć pracę w kontrowersyjnym magazynie (prasa, nie na magazynie). Jest wziętą fotografką, która lubi robić nieostre, rozmazane zdjęcia i seks z różnymi, przypadkowymi ludźmi. W ten sposób poznaje też swojego przyszłego męża, który po szybkim numerku z nią zrywa zaręczyny z inną kobietą, z którą wcale nie chciał się żenić, ale zmusiła go do tego polityka majątkowa jego ojca. Ojciec umiera w pewnym momencie, więc  kończą się problemy.

Czy Clelia kocha tego męża? Średnio, bo gdzieś tam w międzyczasie do redakcji wpada inny fotograf, też kontrowersyjny - specjalista w tematyce np. kradzieży ludzkich oczu na przeszczepy.

Zakochują się w sobie, ale w sumie to nie wiadomo, bo sytuacja jest dość skomplikowana, chora matka etc., Clelia co rusz to wpada do męża do domu (mówi do niego na Pan) i prosi by ją chronił i że go kocha i chce z nim być. No ale jest i ten drugi, mąż uważa, że ona nie jest mu wierna i te kłótnie trwają w kółko. Tamten fotograf wpada też na jej ślub robi jej zdjęcia i wychodzi, że jest niezadowolona, bo na fotkach robi dziwne miny i ma łzy w oczach.

Nie jest do końca jasne kto kogo kocha i dlaczego. Natomiast nie jest to też do końca istotne, bo w Paryżu ciągle ktoś knuje i trwa wojna władzy. Leje się dużo alkoholu, ludzie ze sobą sypiają i wciągają kokainę - jak to w Paryżu. 

Film zawiły, niejasny, ale chyba i nie miał taki być. Nie wiem w ogóle czy on miał być jakiś, czy reżyser chciał po prostu pokazać ciekawą, wielowątkową historię. I tyle. 

Polecam, bo ciekawie się ogląda, Sophie jest bardzo atrakcyjną kobietą. Godne uwagi są też modne stroje z końca lat 90tych. Można się śmiało inspirować w dzisiejszych czasach.

0
Share
Kochani. Ko-cha-ni.

Dzisiaj wracam do dokumentów z gatunku POP czyli coś dla wszystkich którzy zaczynają przygodę z dokumentem i nie wiedzą dokładnie jak się za to zabrać. Dla tych, którzy boją się, że dokumenty są mega poważne (o wojnie, chorobach i biedzie ONLY, ewentualnie o Maryli Rodowicz, Smoleńsku, migrujących pingwinach), ale mimo wszystko mają odwagę i szukają.

Dziś o filmie, który obejrzałam zupełnie przez przypadek, po powrocie z pracy. Wyjątkowo jestem sama w domu, mam wolną chatę oraz zero przyjaciół i znajomych którzy chcieli do mnie przyjść wieczorem (oferowałam nawet czerwone wino).

Takie wieczory, ostatnimi czasy, kończą się u mnie na jednym słowie. Uwaga będzie modnie. Netflix.

Tak jest, jakiś czas temu weszliśmy w świat dorosłości i kupiliśmy telewizor. Oglądamy dużo i laptop zaczął się powoli robić niewygodny. Jedynym problemem było to, że żadne z nas nie chciało do telewizora dokupić telewizji - czyli pakietu 400 programów.

Wtedy do Polski wszedł Netflix. Netflix, znany mi wcześniej z kilku świetnych seriali (w tym uzależniające Making a Murderer, napiszę kiedyś o tym serialu oddzielny post), ofiaruje bezpłatny 30 dniowy trial.

Wzięliśmy ten trial.

Szczerze mówiąc, nie zachwycił. Jakieś dziwne filmy, wszystko wydawało się jakieś takie mdłe, bez wyrazu. Filmy nieciekawe, seriale w większości już obejrzane. Tydzień przed końcem pierwszego miesiąca zaczęliśmy jednak dostrzegać wartość Netflixa w łatwych i przyjemnych filmach i serialach dokumentalnych. Nie od wczoraj wiadomo, że mam do nich słabość (pamiętacie post o Catfish, który wrzuciłam tutaj w 2012 roku, niedługo po czym zakończyłam pisać ten blog?).

To pierwszy miesiąc kiedy płacimy już za Netflix, więc wzięłam się dzisiaj ostro za oglądanie (ale też dlatego, że nikt nie chciał się ze mną spotkać..:/)

Obejrzałam dzisiaj dwa filmy dokumentalne, napiszę o drugim. Pierwszy był ok, ale chyba nie będę o nim pisać, nie był aż tak ok.


TWINSTERS (2015) reż. Samantha Futherman

Powiem szczerze, że nie wiem czy gdzieś poza Netflix da się go obejrzeć, odkąd go mam rzadziej sięgam po nielegalne źródła. Ale podejrzewam, że z polskimi napisami może być problemn - opisu filmu nie ma jeszcze na Filmwebie. Polecam natomiast ten okres próbny na Netflixie, jest darmowy.


Do rzeczy panowie. 

Plakat sugeruje mocno niszowy film, rodem z Sundance, z niewielką ilością dialogu i smutną, podszytą szukaniem sensu życia w dużym mieście historią. Nic bardziej mylnego.

Samantha - Amerykanka o koreańskich korzeniach jest początkującą aktorką w LA. Została adoptowana przez przesympatyczną rodzinę i wychowywała się jako jedyna azjatka w białej społeczności małego, kalifornijskiego miasta. 

Samatha gra w różnych filmach, jednak brak zleceń szybko pcha ją do YouTube, gdzie z zaprzyjaźnionym reżyserem publikują serię krótkich filmików. 

Filmik ten ogląda pewien koreańczyk mieszkający w Londynie. Tak się składa, że jego koleżanka Anais - Francuska ucząca się na jednej z londyńskich uczelni artystycznych - wygląda dokładnie tak, jak bohaterka filmiku. 

Koreańczyk sieje panikę wśród swoich znajomych. Próbują skontaktować się z Samanthą przez media społecznościowe. Udaje im się.

Z tym momenten wkraczamy w bardzo intymny i emocjonujący świat dwóch bliźniaczek rozdzielonych przy porodzie. Obserwujemy przyjaźń i bezwarunkową miłość, która w ciągu kilku dni połączyła dwie zupełnie obce osoby wychowane w dwóch kulturach, na dwóch różnych kontynentach.

Historia przyjemna i momentami wzruszająca, lekka, niezwykła i niemal nie do wiary. A jednak prawdziwa - dziewczyny istnieją, żyją i - z tego co wiem - wciąż mają się świetnie.



Co ciekawsze w tej historii, to fakt, że film był sfinansowany przez ludzi, takich jak ja i ty. Samantha zbierała pieniądze zarówno na prace nad filmem jak i post produkcję na kickstarterze. Kampanię możecie zobaczyć TUTAJ i TUTAJ

To fantastyczne widzieć taką szczerą i niezwykle unikalną historię uchwyconą na taśmie filmu. To niesamowite, że tak rzadkie zjawisko udało się nagrać, że trafiła ona na takie, a nie inne dziewczyny. Bo niby inne, ale czy wychowanie w średniej klasie we Francji i USA aż tak się od siebie różni? To dzięki temu ta historia ma aż tak happy end.

W skali 1-10 dla filmów pop, Twinsters dostaje ode mnie 10 punktów. Przyjemny jak mało jaki przyjemny dokument.

Go watch!


0
Share
Nie jestem fanką kabaretów, ale jest taki jeden (a raczej był) z którego RYJĘ. Innego słowa nie użyję. Bo to nie jest śmiech.

Kabaret już chyba nie funkcjonuje, przynajmniej nie w oryginalnym składzie, natomiast były w nim same gwiazdy dzisiejszego  z moją ewidentną faworytką JOANNĄ KOŁACZKOWSKĄ, która jest geniuszem a nie ludzką istotą.

Nie będę dużo gadać, dam Wam się pośmiać. Trzy klipy:
1. Mój ulubiony. Co dwa tygodnie któraś linijka staje się moim nowym mottem

" Taka nie, że miesiąc.. wiesz. Rok! Rok Rysiu"

2. "Jakiś konkret jest"


3. "Tu się nie ma co rzucać, ludzie jeżdżą do Paryża'




Miłego!
0
Share
Nie chcę mi się wierzyć, że ktoś mógłby nigdy tej przemowy, wykładu nie widzieć/słyszeć. Ale tacy ludzie są, o czym ostatnio się przekonałam w prostej konwersacji w kółku znajomych.
A więc gadaliśmy o Harrym Potterze, książce mojego pokolenia, z bólem wspominając nieprzespane noce, łzy wylane gdy umierał Dumbledore a już najbardziej kiedy dogorywał Snape.

(– Szpiegowałem dla ciebie, kłamałem dla ciebie, narażałem dla ciebie życie, a wszystko to robiłem, by zapewnić bezpieczeństwo synowi Lily. A teraz mówisz mi, że hodowałeś go jak prosiaka na rzeź.
– To bardzo wzruszające, Severusie – powiedział z powagą Dumbledore. – A więc w końcu dojrzałeś do tego, by przejmować się losem tego chłopca?
– Jego losem? – wykrzyknął Snape. – Expecto patronum!. Z końca jego różdżki wystrzeliła srebrna łania. Wylądowała na podłodze, przebiegła przez pokój i wyskoczyła przez okno. Dumbledore patrzył, aż jej srebrna poświata zniknęła w ciemności, a potem odwrócił się do Snape'a. Oczy miał pełne łez.
– Przez te wszystkie lata?...
– Zawsze.)




W trakcie tej konwersacji rzuciłam jakiś komentarz o autorce, coś o tym, że pracowała w Amnesty International ' no wiecie, mówiła o tym na Harvardzie'.
Więc reszta nie wiedziała czy ja na tym Harvardzie byłam jej słuchać, czy ona była tam studentką i coś przebąknęła i to wyciekło do sieci. Nikt nie wiedział o co cho.

A przecież tu chodzi o przepiękne, inspirujące i wzruszające słowa jakie J K Rowling, znana niektórym jako autorka najlepszej serii świata, wygłosiła do absolwentów Harvarda w 2008 roku.
Nawet jeśli nie lubicie przemów i wykładów błagam- obejrzyjcie właśnie to video. Podtykam Wam pod nos filmik. Wystarczy wcisnąć play.



I'm back for a while, więc pokochajcie w co się gapić na facebooku!
https://www.facebook.com/pages/W-co-si%C4%99-gapi%C4%87/142526299220953?fref=ts

0
Share
Opinie o tym filmie zbieram już od jakiegoś czasu. Moją metodologią jest wywiad środowiskowy- po prostu pytam ludzi co o nim myślą.

Jak do tej pory, nie zebrałam zbyt wielu pochlebnych recenzji, często słyszę słowa- nuda, żenada, tandeta.

Boli mnie serce, kiedy tego słucham, bo moim osobistym zdaniem film Spring Breakers to absolutne arcydzieło. W filmie podoba mi się WSZYSTKO, każda scena, każdy dialog, każda piosenka.

Dlaczego?
1. Zacznijmy od kolorów. Przerysowane neonowe żółcie, róże i oranże. Czerń. W połączeniu z muzyką- elektro, pop, britney spears... uczta dla zmysłów.

2. Film jest stworzony trochę jak teledysk. Dziewczyny niewiele się odzywają, często z offa słychać monologi Aliena granego przez genialnego Jamesa Franco (kto pamięta go z płaczliwej roli Tristana w Tristan i Izolda może go nie poznać- ostrzegam). Długie sceny z podłożoną muzyką, ujęcia w zwolnionym tempie.
3. Absurd obecny jest w każdej sekundzie. Nie należy filmu oglądać analizując prawdopodobność zaistniałych sytuacji. To sztuka. Nie reality show. Moja ulubiona scena to zdecydowanie moment w którym James Franco siedzi przy swoim biały fortepianie stojącym przy basenie, nocą, i wygrywa melodyjkę zakrwawionym palcem, brudząc przy tym nieskazitelną biel. W drugiej dłoni trzymając pistolet. No geniusz.

Spring Breakers jest tak słodki jak filmy Disneya i gorzki jak życie w motelu pod Atlantic City. Jest parodią, karykaturą kolorowych filmów dla nastolatek. Wbrew pozorom to nie perły Disneya błyszczą najbardziej. To Alien- gangster, zawadiaka, imprezowicz lśni jak diamenty które nosi w zębach. To postać którą uczymy się kochać. 


Nie zdradzając fabuły, czego dowiedziałam się z mojego wywiadu środowiskowego, Spring Breakers można kochać, albo nienawidzić. Polecam obejrzeć- jakieś emocje na pewno w was wzbudzi.

0
Share
Nie trzeba nikomu tłumaczyć, że dobry serial jest cenniejszy niż wór diamentów. Dobry serial to również igranie ze światem żywych.  Kto nigdy nie był w sytuacji w której zrezygnował z normalnego życia na rzecz serialu niech pierwszy rzuci kamień.
Nic nie leci. No właśnie.
Żeby nie było, że nie ostrzegałam. Jest duża szansa, że Mad Men pochłonie wasze dusze, a do nadrobienia jest pięć sezonów. Nie, że pykniecie sobie dwa w cztery dni i spokój. Przy dobrym tempie zejdzie wam z tydzień, a szósty sezon zaczyna się na dniach, więc nie ma co marnotrawić czasu. Do pracy!


Akcja arcydzieła Mad Men osadzona jest w Nowym Jorku ( i na przedmieściach) w latach 60tych XX wieku. Głównym bohaterem jest Don Draper, geniusz reklamy, szef działu 'Creative' agencji Sterling-Cooper. Jest jednym z Mad Menów- mężczyzn pracujących w advertising na Madison Avenue. Madison- Mad, Men- Facet.

 Przez pięć sezonów śledzimy losy Dona, jego rodziny ale również współpracowników z firmy- Rogera Sterlinga- kobieciarza szukającego miłości, Peggy Olson- jedynej kobiety której w agencji udało się przebić przez 'szklany sufit' i z sekretarki awansować na copywritera i wreszcie- mojej ulubionej bohaterki- Betty Draper, żony Dona (obrazek wyżej).


Jeśli kiedyś natknęliście się na amerykańską literaturę feministyczną lat 60tych, z klasykiem i ikoną autorstwa Betty Friedan 'The Feminine Mystique' na czele, to jeśli powiem, że relacje damsko- męskie przedstawione w serialu są esencją badań Betty Friedan będziecie wiedzieć o co w Mad Menie chodzi. Jeśli takowa literatura jest wam obca w innych słowach można określić serial jako dramat na kilku płaszczyznach:
1. Rola kobiet klasy średniej w Ameryce lat 60tych. Ciężko pracujący mężczyźni, kobiety kończące karierę zawodową z zamążpójściem, częste depresje pań domu, brak celu w życiu, konsekwencje takiego modelu rodziny- płaszczyzna GENDER
2. Osobisty 'ból istnienia' (jak ja to nazywam) Dona Drapera, jego tajemnica z przeszłości i sposób w jaki próbuje się z nią uporać. Małżeńskie problemy, kobiety, alkohol- płaszczyzna BÓL ISTNIENIA
3. Zmiany obyczajowe w Ameryce w latach 60tych- stosunek do czarnoskórych i homoseksualistów- płaszczyzna SOCIAL CHANGE


Uczta dla oczu fanów mody, piękne stroje rodem z epoki, wystroje wnętrz jak z obrazka. Dla ciekawostki powiem, że Banana Republic właśnie wypuściła kolekcję ubrań inspirowaną Mad Menem.
I to was nie przekonuje? Pozwólcie, że rzucę jeszcze kilka chwytliwych haseł:  Cztery Złote Globy, Dwie BAFTy, Cztery Emmy. Nadal nic? W serialu odpala się szlugę od szlugi; nie ma pięciu minut, żeby nie przelewała się szklanka Whisky.


POLECAM
0
Share
Na dobrą sprawę tematem tego krótkiego wywody będzie fakt, że mam dwie niedokończone książki, obydwie bardzo na czasie.
Od razu zaznaczam, że obydwie mam zamiast skończyć, choćby nie wiem co się działo w stratosferze- mam zamiar.
Pierwsza z którą się borykam to 'Atlas Chmur' Davida Mitchella. Niestety nie miałam jeszcze przyjemności obejrzeć filmu, ale do zakupu książki skłoniły mnie właśnie pochlebne recenzje (Jezu jakie piękne zdanie) na temat hitu kinowego.
Film moim znajomym podobał się do tego stopnia, że jeden z nich miał na telefonie, oprócz pokazu Victoria's Secret,  nagrany dłuższy trailer. A ja kupiłam książkę, bo miałam ( w myśl, że książki są zawsze lepsze od filmów) ochotę na na prawdę duże emocje.

Jestem na 163 stronie i trochę się męczę. Nie wiem czy to jest wynikiem spadku czasu koncentracji jaki nastąpił w moim organizmie ostatnimi czasy czy faktycznie treścią. Ale tak jak mówię- przemęczę się i dam znać jak poszło. Chyba, że ktoś z was już to zrobił i stwierdzi, że nie warto się męczyć. Wtedy prawdopodobnie posłucham.
Apropo 'Atlasu Chmus' to taka śmieszna historia (wcale nie jest śmieszna): Zanim do kin wszedł film, ja tę książkę widziałam niejednokrotnie podczas zakupów w ciucholandzie. Wtedy leżała ona gdzieś między jakimiś torebkami starymi plecakami i pewnie na wadze wyszłoby za nią ze 3 złote. Przysięgam ze trzy razy widziałam w trzech różnych sklepach. Za każdym razem była w takiej różowej okładeczce, jak to Anglicy lubią oprawiać.

 Wtedy miałam wrażenie, że nie warto jej kupować, bo jak taka różowa okładeczka to pewnie żal a nie książka (nie wiem czemu tak myślałam, jedna z moich ulubionych lekkich lektur to 'the beach' w neonowo- różowej oprawie). No i się przejechałam, zamiast kupić na 3 złote dałam na lotnisku 12 euro. Troszkę na transakcji jestem stratna.

Druga 'z tych' to J K Rowling 'Casual Vacancy'. Tę odłożyłam na półkę, prawdopodobnie do niej wrócę, ale dopiero jak wyjadę na wakacje i nie będę miała ani komputera, ani internetu, ani pracy. Wtedy przebrnę miejmy nadzieję. I też znać dam.

Czytaliście? Macie przemyślenia? Then go for it!
0
Share
Dzisiaj mam dla was dwa filmy, które warto obejrzeć, ze względu na fakt, że oglądając obydwa w krótkim odstępie czasowych czujemy się jakbyśmy oglądali serial. A to dwa filmy. Proste.

Pierwszy z nich to nakręcony w 1995 roku 'Przed wschodem słońca'
Fabuła nie jest skomplikowana, jednak wystarczająco urocza aby zrobić z niej film. Dwójka młodych ludzi, francuska studentka Celine i Amerykanin Jessie spotykają się w pociągu z Budapesztu do Paryża. Chłopak z dziewczyną zaczynają gadać wpatrując się w skaczący za oknem krajobraz. Pociąg jedzie wolno, więc mają chwilę aby wymienić oczywistości i podjąć nieco bardziej barwne tematy. Jeśli ktoś z was był kiedyś w podróży solo,  odnajdzie w tych rozmowach wiele zdań, które na pewno zostały przez was kiedyś wypowiedziane.  Pseudofilozoficzne gadki o niczym, mądre zdania o głupich sprawach.

Para przyjaciół tak się świetnie czuje w swoim towarzystwie, że wyskakują z pociągu w Wiedniu i postanawiają spędzić razem cały dzień (z nocą). Rano każde odjeżdża w swoją stronę. Poprzysięgają, że spotkają się za rok. Jako, że jest rocznik dziewięć-pięć nie wymieniają maili ani numerów komórki. Po prostu umawiają się w konkretnym miejscu w konkretnym czasie.


Tak właśnie zaczyna się i kończy pierwszy film. Fajnie, fajnie ale...

Nadchodzi rok 2004, a Richard Linklater postanawia nakręcić film o tym, co z naszymi bohaterami dzieje się w ich dorosłym życiu- 'Przed Zachodem Słońca', bo parka ma czas tylko do Zachodu słońca, logiczne.
Nieprawdopodobne? A jednak.

 Koniec ze studencką naiwnością. Kolejny raz nasi bohaterowie spotykają się (przez przypadek!) w Paryżu już jako poważni ludzie z bagażem doświadczeń.
I tym razem spędzają razem dzień, prowadzą konwersacje o życiu i problemach.
Podobnie jak w filmie '95, nie ma szalonych zwrotów akcji. Głównymi bohaterami są Francuzka, Amerykanin, rozmowa i miasto Paryż.

Ciekawe doświadczenie obejrzeć sobie obydwa filmy jeden po drugim. Trochę jak serial, tylko aktorzy faktycznie są starsi i dojrzalsi.
Polecam, choć Oskara bym nie dała (gdybym była członkiem Akademii)
0
Share
Człowiek ma gorsze dni.
Każdy sobie tam jakoś z nimi radzi. Można jeść lody na przykład na kanapie, albo płakać albo się załamać albo po prostu stracić chęć do życia i czekać aż wróci.

Jeśli potrzebny jest mi ekspresowy zastrzyk motywacji i inspiracji do życia (tzn. odpowiedzi na pytanie 'jak żyć?') odpalam wspaniałą stronkę www.ted.com która odkrywa przede mną niezliczone ilości wspaniałych wykładów autorstwa inspirujących ludzi z różnych ścieżek życia. Ludzi którzy doświadczyli wiele i mają wiele  do powiedzenia. Takich których warto słuchać.
Nie będę się dużo rozpisywać- zostawiam was ze Stevem Jobsem, świętej pamięci  wizjonerem, który uświadamia nam, że życie jest za krótkie aby żyć marzeniami innych ludzi.
Prosty, piękny  i niezwykle silny przekaz. O tym jak żyć pamiętając, że umrzemy.

[Aktualizacja: Zamieszczam również klip w 2 częściach z polskimi napisami]
Część 1

Część 2




0
Share
Już we wcześniejszych postach miałam okazję elaborować na temat metod wybierania filmów kiedy czujemy się przytłoczeni liczbą produkcji, a nie mamy czasu na polskie komedie o tytule 'Ciacho' (będę wracać do tej pozycji, bo do dziś nie jestem w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie kto daje pieniądze na produkcję tego typu filmów).
Pisałam o wybieraniu filmów z ulubionych festiwali. W moim przypadku jest to Sundance Festival, największy festiwal kina niezależnego w Stanach. Wybory sędziów rzadko mnie zawodzą, chociaż były tytuły z nagrodą przez które nie mogłam przebrnąć. Takie wyjątki uważam tylko za potwierdzenie reguły. Sundance i tyle. Koniec kropka.
No ale to moja osobista opinia, dla tych którzy nie lubią tego typu filmu (kino, jak ja to nazywam, podglądacza- bez spektakularnych wybuchów, strzelanin i Spider Mana zwisającego ze ściany) polecam zapoznać się z kilkoma festiwalami i wybrać ten, który specjalizuje się w ulubionym dla Was gatunku. I wtedy w nudny czwartkowy wieczór (czy nawet piątkowy) obejrzeć sobie zwycięzcę lub kandydata do nagrody w waszej ulubionej kategorii. Szansa na sukces to ok. 80%. Tak wyliczyłam zgodnie z matematycznymi logarytmami.

Druga metoda, (również przyjemna, choć ratio sukcesu jest nieco mniejsze niż przy użyciu  metody pierwszej) to znalezienie dobrego aktora czy aktorki, wpisanie jej lub jego nazwiska w filmwebie i oglądanie filmów z jej/jego udziałem jak leci. Dlaczego mówię, że ratio sukcesu jest mniejsze? Aktorzy często mają w swojej karierze okresy tak zwanego 'poszukiwania', więc angażują się w produkcje z różnych gatunków. Czasem i świetny aktor zbłądzi na drodze ku oświeceniu i zagra mniej udanym filmie, a wtedy my jesteśmy zawiedzeni  i cała strategia szukania filmu po nazwisku aktora wydaje się być bez sensu.
Aby uniknąć rozczarowań, przy użyciu tej metody warto sobie po prostu obejrzeć na szybko trailery filmów co do których nie jesteśmy pewni. Dość proste.

Filmy które dzisiaj wam polecam są wynikiem poszukiwań z udziałem obydwu  metod, a więc tak zwaną metodą 'mieszaną'. Pierwszy film znalazłam na Sundance, spodobał mi się popis jednego z aktorów więc następny  został już wybrany przy użyciu metody drugiej.
Taka trochę hybryda.

Filmy z Paulem Schneiderem na dziś:
'Dziewczyny z krwi i kości' (2003)
'Dziewczyny z krwi i kości' to powolna historia osadzona w małym miasteczku gdzieś na południu Stanów
Zjednoczonych. Paul to znany w mieście lowelas, nie czuje się komfortowo z stałych związkach- ludzie gadają, że spał z ponad połową dziewczyn.
Tymczasem siostra jego najlepszego przyjaciela Tip'a wraca do miasta po ukończeniu szkoły z internatem. Wbrew ostrzeżeniom życzliwych koleżanek i zakazom brata zaczyna spędzać dużo czasu z Paulem. Jest ciągle dziewicą, co dla chłopaka jest trochę przerażające ale i imponujące.
Paul powoli zakochuje się w Noel, ale nie chce iść z nią do łóżka, bo  boi się, że skończy się to dokładnie tak samo jak wszystkie jego poprzednie związki. Że po prostu mu się odmieni. Wywiązuje się między nimi silne uczucie oparte na fascynacji, nie seksualnym pożądaniu.
Wszystko się zmienia kiedy Noel wyjeżdża na weekend ze znajomymi i tam na imprezie traci dziewictwo z przypadkowym chłopakiem. To wstrząsa jej relacją z Paulem, który reaguje histerycznie, mimo swojej rozpustnej przeszłości.

Fabuła może wydawać się banalna. Znowu chłopak, dziewczyna i miłość.. i macie rację fabuła jest trochę banalna. Ale czy prawdziwe życie nie jest czasem banalne?
To jest film z cyklu 'podsłuchujemy rozmowy obcych ludzi'. Sceny są pocięte, wprowadzają nas w środek rozmowy dwóch przyjaciół, w intymną konwersację zakochanych, pokazują niezręczność pierwszych randek. Sytuacje które są bardzo dalekie od idealnych dialogów w Hollywoodzkich filmach. Aktorzy noszą mało modne ubrania i nie pokazują cycków.
Film dość poetycki, piękny.
Warto tez zwrócić uwagę, na rolę Zoey Deschanel, znaną raczej z kreacji komediowych, mniej dramatycznych. Znamy ją przecież ze świetnego serialu 'New Girl', gdzie gra przezabawną nauczycielką mieszkającą z trzema chłopakami w lofcie, czy '500 Days of Summer', gdzie również jest kreowana na nieco zwariowaną, szaloną.Tutaj jej rola jest bardziej stonowana, spokojna, co nie znaczy, że mniej ciekawa.
Polecam dla fanów powolnych dramatów. Nie nudnych- powolnych.

'Miłość Larsa' (2007)
O ile 'Dziewczyny z krwi i kości' to ewidentny dramat romantyczny, 'Miłość Larsa' to pozycja dla tych, którzy w filmie lubią  coś innego. Coś czego na ulicy czy  u nas w wiosce raczej nie zobaczymy.

Lars mieszka w garażu obok domu swojego brata i jego ciężarnej żony. Jest raczej typem samotnika, źle czuje się wśród ludzi, a szczególnie w towarzystwie szczęśliwej pary po sąsiedzku. Mimo usilnych prób rodziny Lars nie chce jeść z nimi śniadań i kolacji. Chce być sam w swojej samotności.
Ze względu na lekko antyspołeczne zachowania trudno mu znaleźć kompankę, dziewczynę którą mógłby się zaopiekować i dzielić z nią troski.
Pewnego dnia zachowanie Larsa ulega niespodziewanej przemianie. Radosny, uśmiechnięty puka do domu brata aby przedstawić im kogoś szczególnego. Piękną misjonarkę Biankę, która bardzo chce ich poznać.
Wszystko byłoby cudownie, gdyby nie okazało się, że Bianka to plastikowa lalka zamówiona z internetowego sex shopu. Lars nie widzi w tym problemu, jest szalenie zakochany i planuje z nią wspólną przyszłość.
Gus i jego żona są w szoku. Nie wiedzą jak zareagować. Z jednej strony nikt nigdy nie widział Larsa tak szczęśliwego, ale z drugiej strony... to lalka.
Lokalna pani doktor widzi tylko jedno rozwiązanie tej sytuacji. Lars musi sam wyleczyć się z tej miłości. Jeśli ma to mu pomóc w otwarciu się na ludzi, całe miasteczko musi tańczyć do zagranej melodii. I w ten sposób, rozpoczyna się niesamowity spektakl lokalnej społeczności. Bianka jest zapraszana na kółko różańcowe i do czytania książek w przedszkolu. Jest zapraszana na imprezy i charytatywne przyjęcia.
Jak to wszystko się kończy musicie przekonać się sami, ja mogę powiedzieć tylko jedno- niezwykle oryginalna historia ze świetną rolą główną Ryana Goslinga, który mimo licznych tytułów 'najgorętszego ciacha 2011 roku' jest na prawdę utalentowanym aktorem ze świetnej jakości dorobkiem filmowym na koncie.


BAWCIE SIĘ DOBRZE!

Ps. Dawno nie było żadnej książki... przygotowuję się do egzaminów wstępnych na studia i jedyne książki jakie czytam to akademickie podręczniki. Zaufajcie mi.. takich rekomendacji nie chcecie.

Pamiętajcie, żeby pokochać W Co Się Gapić na Facebooku!

0
Share
Dla tych, którzy na co dzień wolą fikcję w różnych postaciach, film dokumentalny może wydawać się nieco przynudnawą formą artystyczno- reportażowo- naukową.
Nasz stereotypowy dokument zazwyczaj wygląda w ten sposób, że mamy jakiś kontrowersyjny temat- dajmy na to 'Dlaczego wycofano samochody na prąd z Californii?' i filmowca który bardzo chce rozwikłać tę zagadkę. W dokumencie przybliża nam (on lub ona) tło historyczne sprawy, rozmawia ze świadkami (zarówno z osobami skrzywdzonymi jak i osobami które dzięki kontrowersyjnej sprawie coś tam na szaro zyskały) i zostawia z szokującą odpowiedzią lub chęcią dalszych samotnych poszukiwań. Lub zupełnie z niczym bo, dajmy na to, dokument zupełnie nam się nie podobał, a sprawa elektrycznych samochodów zwisa nam i powiewa.

Naturalnie, jak zazwyczaj zresztą, zastosowałam tutaj mega uproszczenie. Film dokumentalny to bardzo różnorodna forma wyrazu filmowego z długoletnią tradycją tworzenia. Może być świetną formą naukowego researchu ( i mówię to jako socjologi z wykształcenia), obnażać absurdy współczesnych społeczeństw i ich przyczyny (np. Bowling in Columbine- absolutny klasyk) lub skomplikowaną ludzką naturę (np. fenomenalny Grizzly Man). No ale dzisiaj nie o historii dokumentu.

Dzisiaj o chłopakach.
Żart.
Dokument może też być dziełem przypadku, wnikliwym zapisem przypadkowego epizodu z życia filmowców. Epizodu który wessie nas do środka i już nie wypuści.
Taki właśnie jest film dokumentalny który  wam dziś rekomenduję.  Nazywa się CATFISH, a odkryłam go sposobem który znacie z notki o 'The Wackness', czyli na wikipedii pod hasłem 'Sundance award winners'. Jest to pozycja świetna dla tych, którzy uważają, że dokument jest formą nudną  oraz dla tych którzy dokument kochają, ale mają ochotę na coś innego w tej kategorii.


W Catfish poznajemy młodego fotografa Nev-a , jego brata filmowca Ariel-a i ich przyjaciela Henrego.  Ariel jako zapalony kamerzysta nagrywa wszystko i wszędzie. Jest z kamerą również wtedy, kiedy w życiu jego  brata zaczynają dziać się ciekawe rzeczy. Jakie?
 Nev robi zdjęcie które jest publikowane w gazecie. Kilka dni później otrzymuje na facebooku wiadomość od kobiety, która ma bardzo utalentowaną córkę. Byłaby wdzięczna, gdyby mogła wysłać mu obraz (namalowany przez małą córeczkę rzecz jasna) przedstawiający to zdjęcie, bo jest taki piękny jak zdjęcie- jeśli nie piękniejszy.  'Oh oczywiście'- pisze Nev i tak zaczyna się jego przygoda z tajemniczą rodziną z Michigan.

Wymieniają maile, wysyłają listy i paczki, rozmawiają przez telefon. Nev poznaje wirtualnie całą rodzinkę-  Abbey (małą artystkę), Angelę (matkę) i przyszywaną siostrę Angeli- Megan.
ahhh Megan
Megan wydaje się być ideałem. Śpiewa, tańczy, jest wrażliwa, a co ważniejsze (tak Nev wnioskuje ze zdjęć na facebooku) jest prześliczną dziewczyną. Nev nie ma nic do stracenia więc rozpoczyna wirtualny flirt na odległość. Z czasem zaczyna się robić poważnie. Wieczorami wymieniają erotyczne smsy, a za dnia wiszą na telefonie.
Nev zaczyna podejrzewać, że coś jest nie tak dopiero wtedy, gdy odkrywa, że piosenki które Megan przesłała mu na maila ( miały być jej wykonania- specjalnie dla niego), są na Youtube pod zupełnie innym nazwiskiem.
Zaintrygowany i zachęcony przez brata filmowca który wyczuł dobry materiał, Nev postanawia odwiedzić rodzinkę w ich rodzinnym mieście i dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi. W  końcu nie codziennie rodziny z odległego stanu szukają wspólnych, internetowych znajomych po drugiej stronie kraju.

I tu się zaczyna tak zwane 'spodziewaj się niespodziewanego'. Nie będę nic zdradzać, żeby nie popsuć wam zabawy, ale gwarantuję, że ta z pozoru prosta historia kończy się w niesamowity sposób. Szokujący i trochę nieprawdopodobny. W tym momencie musicie zaufać mi na słowo, jeśli zdradzę odrobinę więcej- zwyczajnie zepsuję wam zabawę. U mnie zostawił ciary na plecach i godziny niedowierzania.

Dokument z na tyle nieprawdopodobnym zakończeniem, że w internecie słychać głosy że film jest ustawiony i skrzętnie zaplanowany. Że dupa a nie przypadek. Choć autorzy konsekwentnie zaprzeczają.

Koniecznie obejrzyjcie. Nie będziecie żałować.

PS. Nie zapomnijcie pokochać w co się gapić na facebooku. Po świeżą dawkę rekomendacji na tablicy.
http://www.facebook.com/pages/W-co-si%C4%99-gapi%C4%87/142526299220953
1
Share
Dajmy na to, że jest wtorkowa noc i macie ochotę na jakiś film. Absolutnie nie chcę namawiać nikogo do korzystania z NIELEGALNYCH źródeł internetu, ale przypuśćmy, że w jakiś dziwny sposób, zupełnie nieświadomie znaleźliście się na stronie, która streamuje online ilości filmów które przerażają zagubionego internautę.
Ponieważ już ustaliliśmy, że na takich stronach znajdujemy się tylko jeśli się w sieci zagubimy pytanie brzmi: jak tu teraz wybrać? Przeciętny film to około półtorej godziny. Dla osób ceniących sobie wolny czas to zdecydowanie za dużo, żeby zmarnować na gapienie się w coś co na przykład jest polską komedią o tytule 'Ciacho'.
Co ja robię w takich sytuacjach? Proste.
Po pierwsze odpalam wikipedię. Następnie wpisuję 'Sundance Festival', przewijam w dół i klikam 'Sundance Festival award winners'. I tym sposobem mam przed oczyma pełną listę zwycięzców w iluśtam  kategoriach od lat osiemdziesiątych po dzień dzisiejszy.
Osobiście bardzo lubię niezależne kino, nienawidzę natomiast kina niezależnego pretensjonalnego. Dlatego wybieram Sundance Festival a nie inny festiwal kina niezależnego, bo zwycięzcy Sundance Festival to filmy niezależne a nie filmy niezależne pretensjonalne. Co więcej Sundance to kino niezależne w którym zobaczymy zarówno nowe, wspaniałe talenty jak i światowej klasy aktorów co zapewnia rozrywkę na serio wysokim poziomie.

Napisałam wcześniej, że mamy ileśtam kategorii, ale zrobiłam to nie dlatego, że jestem leniwym ignorantem i nie chce mi się liczyć, ale dlatego, że zazwyczaj (a raczej zawsze) zerkam tylko na dwie kategorię, a w zasadzie na jedną a na drugą tylko od czasu do czasu. Mówię o zakładkach 'Dramat' i 'Dokument'.
Jeśli film to dramat i niekoniecznie dramatyczny, choć dramatyczny dramat '21 Gram' to od dawna jeden z moich najulubieńszych filmów wszech czasów. Kupiłam sobie nawet scenariusz i jak mi się nudzi to czytam dialogi. One nigdy nie przestaną mnie zachwycać.

Dramat z listy zwycięzców z roku 2008 to ' The Wackness' i ten też film dzisiaj wam moi drodzy rekomenduję. 

W 'The Wackness' mamy dwie rewelacyjne główne męskie role. Poznajemy świeżo upieczonego absolwenta liceum Luka Shapiro i terapeutę doktora Jeffreya Squires. Ich drogi łączą się poprzez przedsiębiorczą działalność Luka, który aby zarobić na waciki, a przy okazji pomóc rodzinie w tymczasowych problemach finansowych, sprzedaje marihuanę ludziom z różnych ścieżek życia. Jednym z jego klientów jest właśnie dr. Squires, który płaci chłopakowi w sesjach terapeutycznych. Panowie zaprzyjaźniają się i odkrywają, że łączy ich bardzo wiele- smutek.


Lato 1994 pulsuje od dźwięków rodzących się gwiazd brooklyńskiego hip-hopu. Wszędzie z kaset płyną teksty B.I.G czy Method Mana. To w tych klimatach Luke (świetny aktor Josh Peck) pierwszy raz się zakochuje, traci dziewictwo i łamie serce (a raczej ma złamane).  Zazwyczaj w filmach mamy zakochane nastoletnie dziewczyny. Tu mamy zakochanego nastoletniego chłopaka, zagranego tak autentycznie, że rozpuszcza nam się serce. To takie piękne patrzeć na autentyczne nastoletnie uczucie, to  jaki Luke potrafi  być  nieśmiały, jak się cieszy z pocałunku, jak błyszczą mu się oczy na widok tej dziewczyny. I jak z dala od wścibskich oczu płacze w swoim pokoju, bo ona nie oddzwania.
Świetnie zagrane panie Peck, brawo. Autentycznie. Bardzo autentycznie.
Powiedziałam dwie męskie role, bo terapeuta to Sir Ben Kingsley ze statuetkami BAFTY, Oskarem czy Złotym Globem na kocie jako nieszczęśliwy mężczyzna sukcesu, który nienawidzi swojej żony, życia i marzy o powrocie do młodzieńczych lat wolności, narkotyków i przypadkowego seksu jest rewelacyjny.


Polecam, szczególnie dla fanów klasycznego, amerykańskiego hip-hopu. Soundtrack- pierwsza klasa.
Aha, no i dla fanów Olsenek- Mary-Kate gra epizod!
0
Share
Ludzie! Ludzie..
Nad moją głową (i biblioteczką) zgromadziły się jesienne chmury. Szarość, która powoli zamienia się w czerń. Nieważne ile książek otwieram, ile filmów rozpoczynam oglądać nie jestem w stanie dokończyć żadnego. Nie mogę przebrnąć przez pierwsze sto stron, pierwsze pół godziny aż w końcu patrzę na samą siebie, zwiniętą na brzegu kanapy gapiącą się w telewizor. Telewizor daje mi ten komfort, że wybiera za mnie i karmi mnie tym, czym sam chce mnie karmić. Im więcej czasu mija tym mniej chce mi się szukać. Okazuje się, że znalezienie dobrej książki jest niewyobrażalnie trudne, mozolne i- jak się również okazuje- wymagające ogromnego wysiłku który może prowadzić do frustracji.
Nic dziwnego, że tyle osób zrezygnowało z czytania, że nawet nie próbuje. Łatwo jest się podnieść po jednej porażce ale po dziesięciu? Po dziesięciu podnoszą się tylko najwytrwalsi, a nie oszukujmy się, najwytrwalszych jest bardzo niewielu.

Blogi o książkach i listy bestsellerów też ostatnio mnie zawodzą. Dajmy taką 'Grę o Tron', którą zaczęłam czytać zainspirowana tymi wszystkimi pochlebnymi opiniami. Dobra narracja, wielowymiarowa fabuła ale z jakiejś przyczyny nie mogę się 'wciągnąć'. Nie myślę o bohaterach kiedy idę ulicą, nie marzę o tym, żeby natychmiast wrócić do domu i czytać- a taka moim zdaniem powinna być wybitna fikcja. Powinna zżerać czytelnika, powinna czynić go swoim niewolnikiem, zostawiać z poczuciem niedosytu, rozpaczy o ciąg dalszy, ulubionymi fragmentami zaznaczonymi kolorowymi karteczkami.

A tymczasem wszystko co ostatnio czytam czy oglądam jest 'ciekawe'. Hmm fajne, ciekawe co będzie dalej. Ale tak na prawdę to nic mnie to nie obchodzi co będzie dalej. Czytam dla rozrywki, byle skończyć.
O niebiosa, gdyby tylko można było wejść do biblioteki pełnej skrojonych na miarę lektur, zdjąć jedną z półki powąchać okładkę i przywitać się z papierem wiedząc, że jest zapisany historią która poruszy nas i zniewoli. Jakże piękny byłby świat gdybyśmy mieli pewność, że każda książka w tej magicznej bibliotece to arcydzieło zgodne z naszym osobistym smakiem.

Bardzo chciałabym napisać dla was rekomendację. W sumie mogłabym o czymś tam napisać. Na pewno na półce gdzieś mam książkę, którą komuś bym poleciła. Ale chcę rekomendować książki z czystym sercem. A w dniu dzisiejszym, z czystym sercem nie jestem w stanie zarekomendować NIC.


Ech.
0
Share
Jest wiele seriali prawniczych. Można się pokusić o stwierdzenie, że nawet za wiele.
Jest Anna Maria Wesołowska, Sędzia rodzinny, Judge Judy,  Magda M, Prawo i Porządek- lista się ciągnie.
W większości z nich odcinek obraca się wokół rozprawy, także obserwujemy losy naszych ukochanych adwokatów walczących o sprawiedliwość a w międzyczasie dowiadujemy się o ich skomplikowanych emocjonalnym życiu i problemach w związkach. I w następnym odcinku to samo.
Naturalnie inaczej jest z programami z bazą na sali rozpraw, jak np. Anna Maria, której jestem ogromną fanką. Szczególnie kiedy kara kogoś karą porządkową i prosi moją ulubioną postać z serialu- pana Dudzika o zaprowadzenie ładu na sali.
Kocham te wzruszające momenty.
Seriale o prawnikach mogą z czasem się przejeść, jeśli jednak kochacie te klimaty mam dla was nową (choć pewnie część z was już ten tytuł czai) pozycję- W garniturach (Suits)

Na plakacie widzimy Mike'a Ross'a (po prawej) i Harveya Specter'a (po lewej)
Mike to młody chłopak który wprawdzie nie skończył żadnych studiów ale jest mega błyskotliwy, pewny siebie i posiada fotograficzną pamięć. Co przeczyta to zapamięta. A, że w wolnej chwili interesował się prawem (z mocno osobistych pobudek) kodeks ma w jednym palcu i generalnie wie o prawodawstwie więcej niż niejeden adwokat w Stanach.
Harvey natomiast, to najbardziej wzięty (i prawdopodobnie najprzystojniejszy) prawnik na całym Manhattanie. Jest nieugięty i (o dziwoto!) zawsze wygrywa w sądzie.

Drogi Harveya i Ross'a spotykają się, gdy ten pierwszy szuka sobie nowego asystenta. Przez przypadek Mike wpada do biura w którym przeprowadzane są rozmowy kwalifikacyjne z teczką pełną zielska (nie pytajcie czemu). Zioło rozsypuje się po całej podłodze renesansowej sali, a chłopcy zaprzyjaźniają się i rozpoczynają wspólną pracę.
To nic, że Mike nie ma ukończonego Harvarda (a tego wymaga polityka firmy). Chłopaki mistyfikują dyplom, wszystkim wmawiają, że Ross szkołę jednak szkołę skończył i rozpoczyna się sielanka.
Mimo, że serial jest o tematyce mocno prawniczej rozprawy sądowe nie stanowią głównego tematu odcinków. Liczy się władza, intrygi, Nowy Jork i miłość. Romanse. Zdrady. I garnitury.
Bardzo lubię oglądać Suits, bo czuję się po każdym odcinku dużo pewniejsza siebie. Środowisko prawnicze z serialu zdaje się być stadem rekinów, którzy nie ugną się przed niczym. Za wszelką cenę osiągną swoje cele. Ta ich pewność siebie zaraża. Sprawia, że ty też chcesz taki być. Bo tam oczywiście każdy w głębi duszy jest też dobrym, wrażliwym człowiekiem.



Wciąga- serio wciąga. Właśnie nadają drugi sezon, więc dość szybko można nadrobić całość.

PS. Kupiłam 'Grę o Tron'- niech zabawa się zacznie!
0
Share
Zgodnie z obietnicą dzisiaj dwie rekomendacje na przyjemnie spędzony czas w wolne wakacyjne lub urlopowe popołudnie.
Obydwie uważam za pozycje dostarczające dobrej rozrywki, czyta się je błyskawicznie i z ogromną przyjemnością. ROZ-RYW-KI. Także nie oczekujcie intelektualnej stymulacji, choć muszę przyznać, że i jedna i druga są niesamowicie oryginalne pod różnymi względami.
Spis treści zawiera więc dwie pozycje - 'Żona Podróżnika w Czasie' oraz 'Pięćdziesiąt twarzy Greya' (Fifty Shades of Grey)
Pierwsza opcja (dla spokojnych)
Audrey Niffenegger- Żona Podróżnika w Czasie
Henry urodził się z zaburzeniem genetycznym, które sprawia, że przenosi się w czasie (częściej w przeszłość niż przyszłość) w najmniej spodziewanych momentach. Podczas jednej ze swoich podróży, dorosły już Henry spotyka swoją sześcioletnią wówczas żonę. To właśnie wtedy, a nie kiedy faktycznie poznają się w dla nich rzeczywistym czasie (kiedy Clare miała 20 lat, a Henry 28), rozpoczyna się ich fascynująca przyjaźń i miłość.

Historia podzielona jest na rozdziały w niekonwencjonalny sposób- śledząc podróże Henrego. Podsłuchujemy więc rozmowy jedenastoletniej Clare i siwiejącego Henrego, jak Clare traci dziewictwo z przybyszem z przyszłości, zachodzi w ciążę z młodszą wersją własnego męża.

Niby historia miłosna ale jakaś inna. Powolna ale nie nudna.




Z lekkim sercem polecam tę książkę, bo wiem, że jeśli ją przeczytacie, to albo uznacie za rewelacyjną, albo za po prostu ok… nie wyobrażam sobie, żeby ktoś ją odłożył i powiedział ‘ to  najgorsze ścierwo jakie miałem w ręku’.
Nie wiem co więcej o niej napisać, po trosze dlatego, że chcę od razu przystąpić do pisania o drugiej pozycji. Dużo bardziej kontrowersyjnej niż 'Żona podróżnika w czasie'. Jeśli szukacie fajnej lekturki i nieco mniej konwencjonalnej historii miłosnej to powinniście po nią sięgnąć. Chłopcy też, bo to wcale nie jest romansidło dla bab.
Wiem, że są różne tłumaczenia, więc jeśli natkniecie się na 'Zaklęci w czasie', czy 'Miłość ponad czasem' gdzieś na półce to prawdopodobnie mówimy o tej samej historii.
No ale! NO ALE!!!
Druga opcja (dla ciekawskich)
E.L. James- Pięćdziesiąt Twarzy Greya (Fifty Shades of Grey)
Otóż jak byłam w podróży i czytałam moja 'Żonę...' inni ludzie (zwłaszcza dziewczyny) zaczytywali się (i to dosłownie prawie wszystkie dziewczyny z książką) w pozycji o ładnie, poważnie wyglądającej okładce zaprojektowanej w odcieniach szarości o tytule: 'Fifty Shades of Grey'. Jedno z polskich tłumaczeń nosi tytuł   ' Pięćdziesiąt Odcieni Szarości'. W Empiku książka dostępna jest pod nazwą ' Pięćdziesiąt twarzy Greya'. I wcale nie jest droga, jakieś 35 zł ( na razie dostępna tylko w przedsprzedaży).
Ale wróćmy do konkretów.
Na promie, w autobusach, na plaży- każdy ( a raczej każda) czytał tę książkę. Było to dla mnie o tyle dziwne, o ile zazwyczaj jestem na bieżąco z najnowszymi bestsellerami, a ostatni raz kiedy widziałam takie ilości ludzi czytających jedną lekturę w tym samym czasie był prawdopodobnie to premierze ostatniej części 'Harrego Pottera', albo w okolicach kolejnych premier 'Zmierzchu'.
Okładka książki serio zrobiła na mnie wrażenie.

Wrażenie jakiejś poważnej historii, lekko inspirującej, może trochę szokującej... W każdym bądź razie serio dobrej lektury. Zwłaszcza, że ten tytuł 'Fifty Shades of Grey' też jest dość tajemniczy. Mamy czarny, mamy biały; dwa końce spektrum. Wydawało mi się, że w książce przeczytamy o tym, co jest pomiędzy, może gdzieś na granicy między oczywistym a nieoczywistym. Między czarnym a białym i to na pięćdziesiąt sposobów. 
Polski tytuł jest dość bardziej oczywisty, bo od razu wiemy, że Grey to osoba. Cała zabawa zepsuta.
No więc takie miałam wyobrażenie o tej tajemniczej  książce w której zaczytywali się wszyscy naokoło. Wyobrażenie wykształcone na podstawie okładki i tytułu. Mówią, że książki nie należy oceniać po okładce... i mają rację.
Długo nie musiano mnie namawiać na lotnisku, kiedy zobaczyłam całą ścianę wyłożoną szarymi okładkami ze srebrnym krawatem. Natychmiast kupiłam kopię, a że miałam szesnaście godzin do zabicia w samolocie natychmiast oddałam się lekturze.

Przez pierwsze paręnaście stron żałowałam zakupu. Jest Ana- nieśmiała studentka, szara, niewinna myszka o nieprzeciętnej inteligencji i jest Christian Grey- młody, NIEZIEMSKO przystojny BILIONER z tajemniczą przeszłością i potrzebą kontrolowania wszystkiego i wszystkich. Brzmi znajomo? No właśnie. Siedząc w fotelu byłam serio zawiedziona. Nie miałam ochoty na kolejny 'Zmierzch'. Co więcej, miałam niepokojące przeczucie, że w następnym rozdziale okaże się, że Christian jest wilkołakiem albo innym takim. W dodatku książka napisana jest podobnym do 'Zmierzchu' językiem- bardzo uproszczonym, z prostymi dialogami zakrawającymi o banalne 'cliche'.
Tutaj ponownie boję się, że tłumaczenie może jeszcze dodatkowo popsuć i tak mierną już konstrukcję zdań. Spójrzmy chociaż na sam tytuł. 'Fifty Shades of Grey' nie jest aż tak dosłowny jak ' Pięćdziesiąt twarzy Greya'. Ponownie, jak w przypadku 'The Beach' polecam przeczytanie książki w oryginale. Jest to świetna metoda szlifowania języka, a sam tekst też nie jest zbytnio literacki więc powinien być łatwy do zrozumienia.
No więc już miałam odkładać książkę na bok i obejrzeć jakiś film z samolotowego menu kiedy się ZACZĘŁO. 
Co się okazało, Christian nie jest wampirem. Christian jest fascynatem BDSM. Tak właśnie. 
Kocha seks z zabawkami, przywiązywanie do łóżka, pejcze i tego typu akcesoria. Christian nie szuka dziewczyny. Szuka kobiety która będzie spełniała wszystkie jego sypialniane zachcianki. Nie interesuje go miłość, trzymanie za ręce i romantyczne śniadanka w łóżku. Interesuje go DOMINACJA.
Jak się można łatwo domyślić, Christian kompletnie oszalał na punkcie Any. Gdy są razem, przystojny Christian nie jest sobą. Wszystkie granice- mury które wokół siebie i swojego życia uczuciowego zbudował zdają się roztrzaskiwać o to niezwykle silne uczucie które zawładnęło nim od środka. To mu się nigdy wcześniej nie przydarzyło! O losie!
Nie muszę dodawać, że Ana jest niedoświadczoną, dwudziesto-kilku letnią dziewicą 
O samej historii wiele więcej nie będę pisać, bo w sumie nie ma co pisać. Miłość. Trochę szczęśliwa trochę nie. Z resztą wydaje mi się, że ta książka nie jest o miłości. Jej głównym celem jest SEKSSSSS.
Co drugą stronę autorka raczy nas BARDZO szczegółowym opisem scen seksualnych odbywających się w najrozmaitszych miejscach, uwzględniając pokój przystosowany do zabaw BDSM w domu u Christiana. I to nie są, zaufajcie mi, opisy scen miłosnych jakie widzieliście wcześniej. To normalne porno w wersji pisanej. 
Christian zdaje się mieć nieustającą erekcję, a Ana potrójne orgazmy. Christian pracuje głównie przez telefon i  produkuje miliony żeby mogli sobie latać prywatnym jetem czy tam helikopterem i beztrosko uprawiać seks. Na tym generalnie polega ta książka, jakby się ktoś pytał.

Zwykła dziewczyna, NIEZIEMSKO przystojny Christian i ROZWALAJĄCY SYSTEM seks.
Nie polecam czytać w publicznym miejscu bo dla osoby z bujną wyobraźnią (a zakładam, że większość miłośników książek taką wyobraźnię ma) to jak oglądanie pornosa między ludźmi. Miałam szczerą nadzieję, że gruby amerykaniec który siedział obok mnie w samolocie nie wiedział co czytam. Czułam się mega niezręcznie, choć z drugiej strony nie mogłam tej książki odłożyć- tak mnie wciągnęła. 
Teraz kiedy już ją skończyłam nawet się cieszę, że nie muszę znowu wracać do tego ich mega satysfakcjonującego i  zboczonego seksu. '
Fifty Shades of Grey' to trylogia, ale jestem prawie pewna, że nie sięgnę po pozostałe dwie książki.
Jak widzicie, moja opinia o tej pozycji nie jest 'oh i ah'. Po co więc o niej piszę?
Uważam, że warto po tę książkę sięgnąć, bo jest to coś nowego na rynku bestsellerów.  Ja czytając ją i te wszystkie mocno erotyczne sceny zastanawiałam się, czy to na prawdę się dzieje. Czy te napisane mega prostym językiem opisy to żart czy nie. Bo w mega popularnej fikcji tego po prostu nie ma. Nie ma aż tyle. To trochę jak odkrywanie nowych miejsc prawda? Jak zwiedzanie.
Czytając czujemy się trochę jak patrząc na fascynujące zwierzę w ZOO. Dobrze jest popatrzeć, popstrykać zdjęcia, ale nie chcemy zabrać go do domu. Nie chcemy hodować tego zwierzaka w salonie. I czujemy się też trochę winni patrząc, bo to zwierzę powinno biegać po afrykańskich stepach, z dala od naszych oczu. A jest w klatce, wystawione na widok publiczny. 


POLECAM!!!






0
Share
Nowsze posty Starsze posty Strona główna

Facebook

W co się gapić

O mnie

Moje zdjęcie
w-co-sie-gapic
Jeśli wam się nudzi i na szybko potrzebujecie czegoś, co urozmaici wam wolny czas, dobrze trafiliście. Rekomendacje dla ludzi. Chcesz się ze mną skontaktować? To super- pisz: w.co.sie.gapic@gmail.com
Wyświetl mój pełny profil

Obserwuj mnie

Popular Posts

  • Serial na dziś ( i jutro) - The Girls
    Lubicie uzależnić się od serialu? Ja też. Problem w tym, że dzięki dobrodziejstwom internetu  łatwo się nimi znudzić. I nawet jak zaczniemy ...
  • Bardzo drogi serial na dziś: The Crown
    Poszukiwania nowego serialu nie są łatwe, szczególnie w czasach w których serie często wypuszczane są 'na raz'. Serial idealny powin...
  • Film nieanglojęzyczny na dziś: Honorowy Obywatel (2016)
    Dawno mnie tu nie było z filmem, a już na pewno nie z filmem który można obejrzeć w kinie. Skupiłam się gdzieśtam na Netflixie, ale powoli o...

Kategorie Rekomendacji

Dokument Fabuła książka motywacja serial Śmieszne
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Subskrybuj

Posty
Atom
Posty
Komentarze
Atom
Komentarze

Blog Archive

  • ▼  2017 (1)
    • ▼  stycznia (1)
      • Film nieanglojęzyczny na dziś: Honorowy Obywatel (...
  • ►  2016 (6)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  listopada (3)
    • ►  sierpnia (2)
  • ►  2013 (6)
    • ►  czerwca (1)
    • ►  maja (2)
    • ►  marca (3)
  • ►  2012 (13)
    • ►  sierpnia (5)
    • ►  lipca (3)
    • ►  czerwca (5)
Copyright © 2015 W co się gapić

Created By ThemeXpose | Distributed By Gooyaabi Templates